Uciekać przez dach
Sprawa jest banalnie prosta, ale jej rozwikłanie, już nie. Sprowadza się do konfliktu interesów lokatorów mieszkań wybudowanych w pomieszczeniach gospodarczych budynku Spółdzielni Mieszkaniowej "Śródmieście", która zgubiła dokumenty budowy i zagrożenia życia - gdyby wybuchł pożar - pozostałych mieszkańców jedynastej kondygnacji.
Wspomniane mieszkania przerobiono z pralni na normalne lokale mieszkalne. Stało się to dość dawno, bo 23 lata temu. Zlokalizowane są między dwoma klatkami schodowymi w blokach nr 37 i 38 przy ulicy Parkowej w zasobach wspomnianej spółdzielni mieszkaniowej.
Nie byłoby w tym niczego godnego wspominania (podobnych zabudów jest w spółdzielniach wiele), gdyby nie kilka głośnych pożarów, które odbiły się echem w kraju. One to uruchomiły wyobraźnię mieszkańców bloków. Jak już wspomniano, adaptując pralnie na mieszkania przegrodzono klatkę schodową, co w razie pożaru spowodowałby, że mieszkańcy jedenastego piętra utraciliby możliwość ucieczki drugą klatką schodową.
Kiedy więc pożary w wieżowcach zaczęły wybuchać w różnych regionach kraju i zostały nagłośnione przez media, mieszkańcy uprzytomnili sobie brak drogi ewakuacyjnej. Napisali więc do spółdzielni, żeby stworzyła im możliwość ucieczki. Ta to uczyniła, ale wskazując - okno na dach. Przeraziło to mieszkańców, którzy uznali działanie spółdzielni za makabryczny żart. Co dzieje się bowiem z osobami, które schroniły się na dachu, widzieli na nie jednym amerykańskim filmie katastroficznym. Tyle że w USA w akcji pożarniczej biorą udział śmigłowce, które dla polskiej straży pożarnej stanowią niedoścignione marzenie.
- Nie chodzi już tylko o ten nieszczęsny dach - mówi Olga Sołtowska, mieszkanka feralnego piętra. - Proszę sobie wyobrazić pożar, rozchodzący się wówczas dym i osoby chore oraz starsze, które nie są zbyt sprawne. I tę jedyną drogę ucieczki - okno. Na jednym ze spotkań z prezesem spółdzielni, panem Kuligowskim, poruszyłam tę kwestie. Wówczas usłyszałam drwiące: - Co się pani martwi, przecież beton się nie pali.
Prawdopodobnie z podobnego założenia wyszła też szczecińska straż pożarna. Na pisma mieszkańców, dotyczące zabudowy klatki i braku realnej drogi ewakuacyjnej odpowiedziano, że nie zostały naruszone obowiązujące przepisy techniczno-budowlane. PSP dodała też, że nie jest uprawniona do nakazania rozbiórki części, która blokuje drogę ewakuacyjną.
- Nie można nakazać rozbiórki, jeżeli upłynęło 5 lat od dnia zakończenia budowy obiektu budowlanego lub jego części - pisał do mieszkańców Komendant Wojewódzki PSP starszy brygadier Janusz Pałamar. - Na właścicielu spoczywa wówczas obowiązek uzyskania pozwolenia na użytkowanie obiektu budowlanego.
Straż zwróciła się przy tym do spółdzielni o odszukanie dokumentów budowy i zezwolenia na budowę. Okazało się, że tych SM "Śródmieście" nie posiada.
Czym zakończy się konflikt, jeszcze nie wiadomo. Jedno jest pewne - dziś w szczecińskiej telewizji w programie "Interwencje" temat ten zostanie poruszony. Być może przedstawiclele PSP i spółdzielni, przymuszeni pokazaniem się na szklanym ekranie, podejmą jakieś wiążące decyzje.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|