Brak sił, aby walczyć o swoje
Nowa ustawa o spółdzielczości mieszkaniowej wchodzi w życie 24 kwietnia, a już widać nerwowe ruchy w spółdzielczości. Część z nich jest uzasadniona, a część wydaje się cokolwiek dziwna. Przynajmniej dla tych lokatorów, którzy są na rentach lub emeryturach i ledwie wiążą koniec z końcem.
Pan Edward Stencel otrzymuje miesięcznie około 600 zł, z czego niemal połowę płaci spółdzielni (w styczniu 256,67 zł, w lutym 264,73 zł). Mieszkanie ma małe, bo o metrażu zaledwie 37,30 m kw. Gros opłaty czynszowej pochłania centralne ogrzewanie (164,12 zł), woda (ponad 50 zł) oraz opłata za antenę (13,40 zł).
Pod koniec grudnia ubiegłego roku wraz z innymi lokatorami powiadomiono go, że z dotychczasowych opłat czynszu został wyodrębniony fundusz remontowy. Powołano się na "ustawę z dnia 15 grudnia 2000r. o spółdzielniach mieszkaniowych".
- To był dla mnie szok - opowiada. - Otrzymałem cztery odcinki opłat na raz - dwa za czynsz i dwa na ten nowy fundusz.
Do wymienionych powyżej kwot czynszu spółdzielnia dodała kwoty na fundusz remontowy w wysokości 49,61 zł za styczeń i już dużo wyższą za luty - 65,27 zł. Kiedy oprzytomniał, próbował dowiedzieć się w spółdzielni, z czego wzięła się ta nowa opłata.
- Potraktowano mnie bardzo niegrzecznie, jak przedmiot - mówi z goryczą, milknie i po chwili dodaje - Nie wiem skąd te rosnące opłaty. Przecież to z moich pieniędzy spółdzielnia finansowała Korporację Ubezpieczeniową "Filar", Szczecińską Telewizję Kablową, budowę lokali usługowych i inne inwestycje. Z moich pieniędzy remontowano budynki. A kiedy już jestem stary, traktuje się mnie, jak niepotrzebny przedmiot.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|