Nie mieszać ludziom w głowie
Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych wchodzi w życie już za kilkanaście dni. Stanie się wydarzeniem równym temu, jakim przed laty było przekroczenie nowo otwartej granicy między Polską, a NRD. Pierwsze wrażenie - zachłyśnięcie nowym i wolnością wyboru. Wówczas - towarów, których u nas brakowało. Drugie wrażenie, to refleksja, już po 24 kwietnia, czy dobrze się stało, że nie skorzystało się z propozycji prezesów spółdzielni.
Dziś jeszcze nie ma mądrego, który o nadchodzących zmianach wie wszystko. Przykładowo, jak realizowana będzie kwestia tych mieszkań lokatorskich, w których kredyt został umorzony po cenie nominalnej. Wątpliwości jest znacznie więcej, tak wobec przepisów nowej ustawy, jak i tych, których obowiązkiem będzie czuwać nad ich wprowadzeniem, czyli prezesów spółdzielni.
To oni właśnie porozsyłali do swoich spółdzielców informacje, że tylko do 24 kwietnia można skorzystać z możliwości uzyskania kilkudziesięcioprocentowej bonifikaty przy zamianie mieszkania lokatorskiego na własnościowe oraz uzysków z posiadanych książeczek mieszkaniowych. Niemal powszechnie sugerują, że uzyskanie odrębnej własności przeciągnie się poza ustawowy termin, a więc na upragnioną własność spółdzielcy mogą jeszcze bardzo długo czekać. Podawany jest też argument, często poparty wyliczeniami, że kwota wydatkowana na zamianę lokatorskiego na spółdzielcze własnościowe będzie niższa niż wykupu mieszkania na własność.
To wszystko, to półprawdy, ale sugestie mają swoją moc i niosą ze sobą skutek w postaci zamącenia w głowach. A wystarczyłoby podać rzetelną informację, że przed spółdzielcami stoją dwie drogi wyjścia: wybór mieszkania własnościowego na prawie spółdzielczym lub uzyskanie pełnego prawa własności przy pozytywach i negatywach obu rozwiązań.
Najważniesze jest jednak przemilczenie, skąd prezesi wzięli tak potężne bonifikaty. Niegdyś państwo umarzało spółdzielniom 50 proc. (mieszkania lokatorskie), przy czym przy zamianie trzeba było skarbowi zwrócić owe 50 proc., ale po cenie nominalnej. Spółdzielnie jednak przy takiej zmianie naliczały sobie wartości zwaloryzowane. Stąd różnica. najlepiej to widać na przykładzie. Jeśli koszt mieszkania wynosił 1400 złotych, to umorzeniu podlegało 700 zł. Przy zamianie na mieszkanie spółdzielcze własnościowe spółdzielnia zwraca państwu 700 zł. Sama jednak nalicza wartość po cenach zwaloryzowanych i dziś spółdzielca musiałby zapłacić 7000 zł. Z różnicy, czyli 6300 zł, spółdzielnia może "spuszczać", ogłaszając bonifikatę (często nawet 80 proc.).
Takie niedopowiedzenie przyniosło od razu reakcję stowarzyszeń, wyczulonych na różne nieprawidłowości w spółdzielczości. Olga Sołtowska, wiceprezes Ogólnopolskiego Forum Spółdzielców Mieszkaniowych nie kryje swojego oburzenia:
- Przykładem zniechęcania spółdzielców do skorzystania z dobrodziejstw ustawy przez panów prezesów jest pismo SM "Śródmieście", w którym mówi się, że realizacja wniosków o wyodrębnienie własności lokalu wiązać się będzie z poniesieniem kosztów w wysokości od 7 do 8 proc. wartości rynkowej lokalu. A ustawa mówi przecież wyraźnie tylko o 3 proc. Ponadto zarząd proponuje przekształcenie mieszkań już teraz, używając sformułowania "prawo własności". Przemilcza, że jest to tylko prawo własności na prawie spółdzielczym, a nie oczekiwane przez wszystkich wyodrębnienie własności lokalu. Niby drobiazg, a tak znaczący.
Sugerowanie przez prezesów, że obecna zamian lokatorskiego na własnościowe jest niezwykle korzystna, bo opłaty przy wyodrebnieniu lokalu mogą być wyższe, też nie jest do końca uczciwe. Nie wiadomo bowiem jeszcze, jaka tak naprawdę będzie taksa notarialna i opłata sądowa, których wysokości Ministerstwo Sprawiedliwości nadal nie ustaliło. Podobnie rzecz ma się z rzeczoznawcami, którzy będą wyceniać nasza nieruchomość. Sugeruje się, że opłata będzie duża. A przecież każda spółdzielnia, jako duży zleceniodawca, może wynegocjować znaczną zniżkę. Oczywiście - to już zależeć będzie od dobrej woli zarządu spółdzielni. I jeszcze jedna kwestia. Jesli dziś zamieni się lokatorskie mieszkanie na własnosciowe spółdzielcze, w przyszłości i tak nie ucieknie się od podatku na rzecz państwa. Trzeba będzie go uiścić przy zmianie właściciela (przykładowo - uczynia to spadkobiercy).
Prawda w obecnej walce o działanie lokatora sprowadza się też do tego - czy po wejściu ustawy w życie pozostanie on w strukturze spółdzielczej, czy też nie. To zaś zależy, jakie ma on zdanie o zarządzaniu spółdzielnią przez obecnego prezesa. Jeśli dobre, pozostanie w spółdzielni i to, czy będzie miał mieszkanie własnościowe na prawie spółdzielczym czy wyodrebnione, nie będzie miało znaczenia. Jeśli złe, odejdzie z niej i część panów prezesów będzie musiała sobie szukać pracy.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|